Opublikowano:: pt, Paź 16th, 2015

Kraj Maorysów

Słysząc Nowa Zelandia, każdy myśli, że znajduje się zbyt daleko, aby się tam wybrać. A przecież odległość pomiędzy Warszawą a Wellington to tylko 17 720 km – raptem kilkanaście godzin podróży samolotem. Porównując to z fascynującą wszystkich koleją transsyberyjską, której długość z Moskwy do Irkucka wynosi 9288 km, a czas podróży przekracza 6 dni — wysiłek jest niewielki.

Nowa Zelandia jest krajem wyspiarskim, którego istnienie zawdzięczamy oddzieleniu się wysp od kontynentu australijskiego. Przez większość czasu nieznana oraz niezamieszkana – dopiero w XIII wieku z wysp Oceanii zaczęli przypływać i zasiedlać teren Maorysi. Jako pierwszą zasiedlili Wyspę Południową, z czasem przenosząc się również na tereny północne.

Europejczycy usłyszeli o Nowej Zelandii w 1665, kiedy to po raz pierwszy kraj znalazł się na mapie. A za jej odkrywcę uchodzi holenderski żeglarz Abel Tasman, który w 1642 dopłynął do brzegów dzisiejszej Złotej Zatoki, jednak Maorysi skutecznie go przepędzili. Dopiero w 1769 ląd został ponownie odkryty przez brytyjskiego podróżnika i odkrywcę Jamesa Cooka – wtedy też zaczęła się kolonizacja kraju.

Patrząc na krajobraz wysp, zauważyć można, że ich powierzchnia jest dość zróżnicowana. Góry piętrzące się nad krajem ciągną się od White Island — dymiącego wulkanu wyrastającego z Zatoki Obfitości — do Tongariro. Teren wieńczy Ognisty Pierścień Pacyfiku, który opasa niemal cały Ocean Spokojny wianuszkiem aktywnych wulkanów i stref sejsmicznych. Alpy Południowe z najwyżej położonym szczytem kraju — Górą Cooka oraz największym lodowcem – Tasmania, którego długość wynosi około 29 kilometrów. Północ to z kolei liczne szczyty pasm górskich, które ciągną się wzdłuż równin wybrzeża. Pośród tego odnajdujemy również stożki wulkaniczne, gejzery oraz liczne gorące źródła. Nowa Zelandia jest miejscem, gdzie ziemia stale drży i przekształca, a wspaniałe ośnieżone szczyty, lodowce, jeziora i fiordy, są częścią nieustannie kształtującego się od nowa krajobrazu polodowcowego. Wiecznie zielone lasy podzwrotnikowe porastające większą część powierzchni kraju. Krajobraz wprost idealnie pasował do największego dzieła Petera Jacksona – obsypanej Oskarami trylogii Władcy Pierścieni.

Nowa Zelandia to nie tylko piękne krajobrazy, ale również prawdziwa moc atrakcji. Dobrym tego przykładem jest Queenstown – miejsce o złotej historii, zawdzięczanej odkryciu złota w połowie XIX wieku. Dziś, kiedy znalezienie złota jest raczej atrakcją turystyczną, miejsce stało się stolicą rozrywki dla ludzi lubiących adrenalinę. To tutaj spróbować można spływu górskimi rzekami, przejażdżki odrzutową motorówką, skoków spadochronowych czy szalonych lotów helikopterem. Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie idealne położenie Queenstown. Jezioro Wakatipu, nad którym rozciągają się górskie szczyty, jest istnym turystycznym rajem.

Auckland jest kolejnym miejscem, które warto odwiedzić. Jest to w zasadzie jedyne miasto w całym kraju, które można nazwać dużym. Aczkolwiek jest ono niezwykle urodziwe. Miasto, którego nazwa w języku ludności autochtonicznej znaczy tyle, co „oblubienica tysiąca kochanków”, jest dla mieszkańców połączeniem nowoczesnego i dobrze zagospodarowanego miasta z naturą. Liczne łańcuchy górskie, soczyście zielone tropikalne lasy deszczowe i lśniąca turkusową wodą zatoka Hauraki, usiana mnóstwem wysp, są na wyciągnięcie ręki każdego mieszkańca. Dzięki temu miasto jest nie tylko urodziwe, ale i świeże, czego brakuje dzisiejszym metropoliom.

Podróż po Nowej Zelandii musi w swoim harmonogramie uwzględniać Rotorua. Dlaczego? Miasto słynie bowiem z licznych gejzerów, gorących źródeł i bulgocącego błota. Nie sposób nie wspomnieć również o unoszącym się w powietrzu zapachu siarkowodoru, który jest produktem działań wymienionych wcześniej atrakcji. Leżąca na pasie wulkanicznym Rotorua pozwala doświadczenie niezapomnianych wrażeń, a wszystko dzięki wizycie w parku geotermalnym Te Puia oraz Maoryskiej wiosce Thermal Village.

Zamieszkujący Nową Zelandię Maorysi to ludzie cudowni, których nie sposób nie lubić. Podobnie z resztą jak serwowanych przez ich kuchnie dań. Słodkie ziemniaki, małże czy mięso wprost rozpływają się w ustach. Choć nie wszyscy wiedzą, Maorysi byli ludożercami – konsumowali pokonanych w walce wrogów, aby przejąć ich siłę.

Kraj niezwykle barwny i urodziwy, z całą pewnością zachwyci każdego, kto tylko podejmie wyzwanie i uda się w tę odległą podróż.

Pozdrawiamy, Newpoland.pl

Skomentuj artykuł

UWAGA: Komentarze obraźliwe i spam, nie będą zatwierdzane.