Opublikowano:: wt, Wrz 1st, 2015

Jak odróżnić dobry przekład od złego, czyli kilka słów o jakości usług tłumaczeniowych

Najwyższa jakość tu, najwyższa jakość tam…

Kiedy przegląda się materiały marketingowe biur tłumaczeń działających na naszym rynku, w oczy rzucają się liczne zapewnienia o „najwyższej” lub „doskonałej” jakości świadczonych przez nie usług. Co ciekawe, tak wyśrubowane parametry jakościowe obiecują niemal wszystkie typy podmiotów aktywnych w branży. To samo piszą na swoich stronach internetowych korporacyjne biura tłumaczeń, „średniacy”, niezależni tłumacze, jak i niewielkie firmy o charakterze efemeryd, które znikają z rynku równie szybko, jak się tam pojawiły.

1280px-Victory_podium

„Jesteśmy najlepsi!” – tak twierdzi większość biur tłumaczeń, a najwyższe miejsce na podium jest tylko jedno

Jako to możliwe – zapyta ktoś – że „najwyższa jakość” usług tłumaczeniowych jest tak łatwa do osiągnięcia przez każdego? Wydaje się to podejrzane, żeby nie powiedzieć dziwaczne. Gdyby posłużyć się porównaniem do branży gastronomicznej, można by wówczas powiedzieć, że zarówno restauracja nagrodzona gwiazdką Michelin, jak i lokalny stragan z hot-dogami mogą w równym stopniu chwalić się serwowaniem „najwykwintniejszych potraw”. A przecież w tym przypadku różnica jest oczywista dla każdego.

Niestety, jeśli chodzi o tłumaczenia, klienci często nie dysponują odpowiednimi „kubkami smakowymi”, żeby odróżnić przekład dobry od takiego sobie, czy wręcz całkowicie nieudanego. Paradoks polega na tym, że nie znając języka docelowego lub źródłowego, klienci nie potrafią obiektywnie ocenić wartości produktu, za który zapłacili. Tę słabość systemu wykorzystuje wiele nierzetelnych firm, które realizują duże wolumeny tłumaczeń marnej jakości (choć po niskich cenach), licząc, że „głupi klient” się nie połapie.

Często ta sztuczka się im udaje – zwłaszcza w przypadku tłumaczeń na bardziej egzotyczne języki. Ale niekiedy bywa i tak, że zagraniczny odbiorca zgłasza zażalenie i nagle okazuje się, że produkt, za który słono zapłaciliśmy, okazuje się makabrycznym bublem, który budzi uzasadnioną irytację odbiorcy docelowego (zwłaszcza jeśli chodzi o dokumenty biznesowe, prawnicze lub prestiżowe, np. publikacje).

Jak odróżnić tłumaczenie dobre od złego?

3016498475_e9782b93f3_zTo niełatwe pytanie, na które, rzecz jasna, łatwiej jest odpowiedzieć w przypadku tłumaczeń na język polski. Naszym zdaniem dobre tłumaczenie na nasz język rodzimy powinno spełniać następujące kryteria:

1) Nie występują w nim istotne błędy gramatyczne czy interpunkcyjne; nie powinny się w nim znaleźć żadne błędy ortograficzne.

2) Tłumaczenie dobrze się czyta – zdania powinny mieć rozsądną długość i łatwy do uchwycenia sens. Jeżeli zdania są długie i bełkotliwe, a sens pozostaje niejasny, oznacza to, że tłumaczowi zabrakło kompetencji językowych i/lub merytorycznych, żeby dobrze przełożyć dany tekst. To prawda, że wiele zależy od materiału źródłowego i że czasami niewiele da się zrobić, ale rolą tłumacza jest przygotować tekst możliwie łatwy do zrozumienia przez odbiorcę, a nie wiernie kopiować zagmatwany styl autora.

3) Tłumaczenie jest starannie ujednolicone pod względem terminologii, tzn. ten sam termin jest zawsze tłumaczony w ten sam sposób i w jednorodnej formie.

4) Tłumaczenie jest zgodne z polskim zasadami zapisu dat, symboli matematycznych i naukowych, tytułów, nazw własnych i geograficznych, itp. To samo tyczy się kwestii interpunkcji – np. użycia apostrofów, oznaczania cytatów czy przypisów, zapisu dialogów w tekstach literackich, etc. W tym punkcie można zawrzeć porażających rozmiarów listę reguł językowych, ale nie chodzi to, żeby tłumacz wszystkie je pamiętał. Ważne, żeby chciało mu się sprawdzić daną zasadę, jeśli ją zapomniał.

5) Tłumacz potrafi oddać styl tekstu – np. unika kolokwializmów w poważnych dokumentach, a naukowego żargonu w tekstach popularnonaukowych; potrafi oddać indywidualny styl autora w przekładach literackich i zachować siłę oddziaływania tekstów marketingowych.

6) W tekście nie pojawiają się błędy lub przekłamania sugerujące, że tłumaczowi zabrakło wiedzy ogólnej i zdolności do logicznego wyciągania wniosków. Nie musimy chyba tłumaczyć, dlaczego jest to ważny punkt.

7) Tłumaczenia terminów technicznych, naukowych czy specjalistycznych są bliskie tym, których naprawdę używa się w tych dziedzinach; nie są to terminy, które wyskakują jako pierwsze w wynikach wyszukiwarki Google lub propozycje z popularnych słowników internetowych.

To oczywiście garść ogólnych porad. Parafrazując słynny cytat z Lwa Tołstoja, możemy przecież stwierdzić, że „Wszystkie dobre tłumaczenia są do siebie podobne, każde nieudane tłumaczenie jest nieudane na swój sposób”. Pamiętajmy jednak, że tłumaczenie jest produktem jak każdy inny – jeśli mamy wobec niego zastrzeżenia lub uważamy, że wciśnięto nam towar złej jakość, walczmy o swoje prawa konsumenta, domagając się usunięcia wad lub przeprowadzenia korekty językowej tesktu.

Pozdrawiamy, Allena.pl

Skomentuj artykuł

UWAGA: Komentarze obraźliwe i spam, nie będą zatwierdzane.