Opublikowano:: pon, Sie 24th, 2015

Jak nie przepłacać, zlecając usługi tłumaczeniowe. Część 4.

Niniejszy artykuł jest ostatnim z cyklu opisującego praktyczne sposoby oszczędzania pieniędzy przez klientów biur tłumaczeń. We wcześniejszych częściach poświęciliśmy uwagę sprawom „dużego kalibru”, które mogą w zasadniczy sposób wpłynąć na wysokość sumy, która pojawi się na fakturze. Dla przypomnienia: w Części 1 podkreśliliśmy wagę współpracy z godnymi zaufania (nie najtańszymi) biurami tłumaczeń i zachęcaliśmy do uwzględnienia czynników czasowych przy składaniu zleceń. W Części 2 sugerowaliśmy otwartość na merytoryczną współpracę z tłumaczami oraz przemyślane zarządzanie dokumentami. W Części 3 opisaliśmy technologie informatyczne stosowane przez biura tłumaczeń, które mogą działać na korzyść klienta, o ile będzie dysponował odpowiednią wiedzą. Część 4 poświęcona będzie sprawom z pozoru błahym, które jednak mogą przyczynić się do uznania przez biuro tłumaczeń danego tekstu za zlecenie trudniejsze, ergo droższe.

2392869301_65bb870ab9_zProsta zasada: nie przysyłaj biurom tłumaczeń „śmieci” i „półproduktów”

Kolokwialne słowo „śmieć” ma tu dwojakie znaczenie. Zacznijmy od kwestii estetyczno-graficznych. Jak wiadomo, wiele dokumentów trafia do firm tłumaczeniowych jako skany. Warto wiedzieć, że tłumacze nerwowo reagują na blade, powykrzywiane kopie dokumentów, zeskanowane w niskiej rozdzielczości. Zmuszanie ich do pracy z nimi jest sprzeczne z branżowymi zasadami BHP. Tłumacze nie lubią marnować czasu i wzroku na analizowanie ledwie czytelnych rysunków technicznych czy poblakłych drobnych druczków na umowach. Innymi słowy, jeśli wykonujesz skan we własnym zakresie, przyłóż się. Zapisz plik w przyzwoitej rozdzielczość i zadbaj o prawidłowe ułożenie dokumentu w skanerze.

Jakie znaczenie dla biura tłumaczeń ma rozdzielczość zeskanowanego pliku lub jego widoczność? Jak się okazuje, duże. Jeśli przysłany skan będzie spełniał odpowiednie kryteria techniczne, biuro będzie mogło wyciągnąć z niego treść programem OCR, tworząc edytowalną wersję dokumentu. Tę z kolei będzie można zaimportować do programu CAT, dzięki czemu tłumaczenie zostanie wykonane sprawniej i szybciej. Być może uda Ci się wówczas wynegocjować korzystniejsze rozliczenie, uwzględniające występujące w tekście powtarzalności.

Za „śmiecie” uważamy też dokumenty pisane niechlujnie, chaotycznie, bez dbałości o warstwę stylistyczną czy szczegóły merytoryczne (zapraszamy do zapoznania się z artykułami na naszym blogu, gdzie omawiamy te kwestie). Zaskakująco wiele otrzymywanych dokumentów zawiera oczywiste błędy merytoryczne (mylne daty, sumy, nazwiska, etc.), nie wspominając o tym, że pisane są naprawdę złą polszczyzną. Tłumacz zrobi, co w jego mocy, ale pamiętajmy o pewnej anglosaskiej maksymie, którą przez wzgląd na przyzwoitość przytoczymy w języku oryginału – Shit in, Shit out.
Czym są półprodukty? To dokumenty, które po przysłaniu do biura tłumaczeń okazują się niepełne lub nieaktualne, lub które są zmieniane przez autorów jeszcze w trakcie tłumaczenia. Nagle okazuje się, że tłumacz, który wykonał już większość zadania, musi diametralnie zmieniać duże fragmentu tekstu, terminologię, skład dokumentu, etc., poświęcając na to dodatkowy czas. Proszę pamiętać, że tłumaczom na ogół płaci się od strony, a nie gotowego tekstu. Warto więc przysyłać nam dokumenty dopracowane, w ich najlepszej, najbardziej zwięzłej formie.

Podsumowując

Dobre tłumaczenie nie jest tanią usługą. Zachęcamy do odrobiny refleksji, zanim potwierdzimy złożenie zlecenia. Większość dobrych biur tłumaczeń, z mniejszą lub większą chęcią, pomoże klientom zoptymalizować koszty usługi, ale ci muszą wiedzieć, o co pytać. Mamy nadzieję, że nasz krótki cykl artykułów wyposażył ich w odpowiednią wiedzę.

Pozdrawiamy, Allena.pl

Skomentuj artykuł

UWAGA: Komentarze obraźliwe i spam, nie będą zatwierdzane.